UWAGA! Początkowy zamysł uległ zmianie. Zadecydowałam, że Sakura, zamiast na wydziale antynarkotykowym, jest na obyczajówce.
~~~~~~
Leniwie podniosłam ciężkie powieki, powodując nagłe dostanie się ostrych promieni słonecznych do moich oczu. Zmęczenie automatycznie ugodził przeszywający ból w okolicy skroni. Mimo to dalej walczyłam ze swoimi zastygłymi mięśniami, podnosząc się jednocześnie do pozycji wyprostowanej.
- Cholerne dokumenty. - syknęłam do siebie spoglądając na stos zadrukowanego papieru.
Do moich uszu dobiegł głuchy szmer wibracji telefonu. Wolno chwyciłam komórkę, stukając na klawiaturze kod odblokowania. Na ekranie wyraźnie zarysowała się wiadomość:
"Znowu spóźniona?!
Sakura, pospiesz się, bo dłużej nie uda mi się Ciebie kryć.
Tsunade jest wściekła.
Naruto"
Odruchowo spojrzałam na licznik w prawym, górnym rogu ekranu, wskazujący godzinę. Drobne piksele ułożyły się w kształt: "9:34".
- Kuso! - wrzasnęłam zrywając się na równe nogi.
Biegiem ruszyłam w kierunku łazienki umiejscowionej na piętrze. Drewniane schody z łoskotem uginały się pod ciężarem moich stóp. Po krótkiej chwili znalazłam się przed dużą szafą znajdującą się w mojej sypialni. Bez zbędnej delikatności szarpnęłam drzwiczki, ukazując tym samym obszerną zawartość mebla. Nerwowo przeglądając odzież, złapałam za proste, eleganckie spodnie, uszyte z ciemno beżowego materiału. Do moich rąk wpadła również takiego samego koloru marynarka, biała koszula, oraz czarna bielizna w koronkę. Uwielbiam czarną bieliznę. Szybkim krokiem skierowałam się ku łazience, załatwiając po tym wszystkie poranne czynności. Zawiązując niedbałego koka na czubku mojej głowy, ruszyłam w kierunku wyjścia z budynku. Na podjeździe dopadłam mojego czerwonego forda. Cichy warkot silnika rozniósł się wewnątrz samochodu, kojąc nieco moje myśli. Z piskiem opon opuściłam posesję, obierając Centralne Biuro Śledcze w Tokio za swój cel podróży.
Wkraczałam właśnie przez główne drzwi eleganckiego budynku policji. Prosta, stonowana bryła wskazywała na nowoczesność tej budowli. Nie tylko sam budynek był tutaj nowoczesny. Biura były wyposażone w jedne z najbardziej specjalistycznych sprzętów. Od samego patrzenia odchodziła ochota, na wchodzenie chociaż w najmniejsze porachunki z tą instytucją.
Nim zdążyłam postawić drugi krok, poczułam delikatny, lecz stanowczy uścisk na jednym z moich ramion. Udałam, że gest przeszedł mi mimo uszu i postawiłam kolejny krok. Nacisk na obojczyk automatycznie się zwiększył.
- Dokąd to?! - wypowiedział z poirytowaniem bardzo dobrze znany mi głos.
Przymrużyłam odruchowo powieki, czekając na swój wyrok. Tsunade w niesamowitym tempie znalazła się przed moją twarzą. Jej wyregulowane, jasne brwi ściśnięte były w charakterystycznym dla złości grymasie. Czoło kobiety zmarszczyło się, ukazując wszystkie niedoskonałości jakimi nagrodził ją wiek.
- Znowu spóźniona! Sakura do cholery! - krzyczała machając dłońmi w nieznanym geście.
Tsunade Senju. Wysoka, brązowooka blondynka. Jej impulsywna natura, sprawia, że jest numerem jeden na liście osób, z którymi wolę nie mieć do czynienia. Wejście jej w drogę jest równoznaczne z kopaniem dla siebie grobu. Jednak mimo swojej wrodzonej podatności na częste napady furii, jest dość skrytą osobą. Tak, jak ja, lubi przybierać maskę, sprawiać pozory. W głębi duszy jest na pewno wrażliwą kobietą. Może smutek po prostu zamienia w złość? Kto ją tam wie.
Tsunade westchnęła przeciągle widząc brak mojej reakcji. Chwyciła smukłymi palcami swoich skroni i intensywnie zaczęła je rozmasowywać.
- Co ja z tobą pocznę Sakura? To już czwarte spóźnienie w tym miesiącu. - wydukała, spoglądając z politowaniem w moje źrenice.
- Przepraszam, to się już więcej nie powtórzy. - odpowiedziałam cichym, monotonnym głosem.
- Może potrzebujesz wolnego? Krótkie wakacje dobrze ci zrobią. - zapytała spokojnie blondynka.
Widać było, że nie miała już ochoty na kłótnie. Na jej twarzy widoczne były oznaki zmęczenia. Też nie miała lekko. Niedawno zostało ukończone śledztwo w sprawie opuszczonej fabryki, w której znaleziono obszerną plantację marihuany. Mimo wielu próśb nie zostałam jednak przydzielona do tej sprawy. "Będziesz potrzebna nam później" - przypomniały mi się słowa Tsunade. "Tak, byłam potrzebna... Do odwalania spraw papierkowych, gdy będzie już po wszystkim." - przeszło mi przez myśl.
- Znajdzie się dla mnie w końcu jakaś sprawa? - zapytałam wymijająco.
- Sakura... Nie wiem czy jesteś już gotowa. - westchnęła w odpowiedzi.
- Mówisz tak za każdym razem, a później co? Zawalasz mnie raportami, obiecując, że następnym razem będzie inaczej! Tymczasem znowu jest to samo! - warknęłam posyłając jej złowrogie spojrzenie, po czym dodałam: - Mam dosyć spychania mnie na drugi plan! Naruto zaczął pracować w tym samym momencie co ja, a już od połowy roku ma swoje własne sprawy!
Dłoń kurczowo ścisnęłam w pięść i wyładowałam całą złość na ścianie, w którą uderzyłam z głuchym łoskotem.
- Doceń mnie wreszcie! - syknęłam na odchodne.
Pozostawiłam zdezorientowaną Tsunade obok wejścia do budynku. Szybkim, ale pewnym krokiem ruszyłam w kierunku zszokowanego strażnika siedzącego za biurkiem, po czym umieściłam zamaszysty podpis na kartce z rejestrem.
Drzwi windy powoli uchyliły się ukazując długi korytarz, z mnóstwem szklanych ścian, oddzielających wszystkie biura znajdujące się na tym piętrze. Przez dużą ilość okien, umieszczonych także w głównych ścianach budynku, na piętrze było niezwykle jasno. Promienie słoneczne rozświetlały każdy metr kwadratowy piętra. Jak zwykle o tej porze, wszyscy krzątali się po korytarzu posyłając sobie nawzajem pospieszne, delikatne uśmiechy.
- Sakura! - krzyknął zmierzający w moim kierunku dobrze zbudowany blondyn.
Naruto Uzumaki. Najlepszy przyjaciel i towarzysz, a zarazem najbardziej przyjazna, oraz szczera osoba, jaką kiedykolwiek spotkałam. Jego niebieskie tęczówki zawsze emanowały niezrozumianą przeze mnie energią i optymizmem. Był osobą, która, jako jedna z niewielu, mnie rozumiała, a także zawsze służyła radą. - Wybacz, próbowałem ją zatrzymać i uspokoić, ale... - tłumaczył się nerwowo drapiąc za tył głowy.
- Nic się nie stało Naruto. I tak robisz dla mnie zbyt wiele. - przerwałam mu, posyłając promienny uśmiech.
- Yo. - wtrącił podchodzący do nas czarnowłosy.
Swoje spojrzenie umieścił na mnie. Wydał z siebie krótkie westchnienie, a jeden z kącików ust uniósł ku górze, wyginając je tym samym w delikatnym, kpiącym uśmiechu. - znowu spóźniona? - dodał.
Sasuke Uchiha. Drugi najlepszy przyjaciel, a jednocześnie osoba, która momentami wydaje mi się najbardziej obcym i niezrozumianym przeze mnie człowiekiem. Maska jest jego nieodstąpionym sposobem na życie. Nie wiem o nim nic więcej, czego on nie chce, żebym o nim wiedziała. Tworzy własny, najbardziej wygodny dla siebie świat.
Ogólnie sprawia wrażenie poukładanego, zwykłego człowieka. Jedynymi osobami, przy których ukazuje choć rąbka swojej prawdziwej osoby, jestem ja oraz Naruto. Jego węglowe, zimne spojrzenie tylko dla nas zyskuje delikatny blask.
Mimo naszej długiej znajomości wciąż jest dla mnie zagadką.
- Spadaj Sasuke. - szturchnęłam go delikatnie, na co zareagował cichym śmiechem. - Znowu siedziałam nad tymi zasranymi dokumentami. Nigdy nie dadzą mi z tym spokoju. - dodałam z lekką irytacją.
- Nie przejmuj się Sakura. W końcu dadzą ci jakąś robotę. - wypowiedział z szerokim uśmiechem Naruto, kładąc dłoń na moim ramieniu.
"Jak zwykle optymista." - przeszło mi przez myśl.
Chciałam coś powiedzieć, ale nagle nieznany obiekt przykuł uwagę chłopaków. Spojrzałam w tamtym kierunku. Ujrzałam wychodzącą z windy wściekłą Tsunade. Jej twarz aż ociekała złością. Wyminęła nas lekceważąco kierując się do jednego z "szklanych pokoi". Po niedługiej chwili dało się słyszeć przytłumione przez warstwę szkła, krzyki blondynki skierowane na jednego z pracowników policji.
- Widuję ją w złym nastroju, ale teraz wygląda jak tykająca bomba. - dodał nieco zdziwiony Sasuke.
- Co ty z nią zrobiłaś Sakura? - zapytał zdumiony Naruto.
- Ucięłam sobie z nią krótką pogawędkę. - odpowiedziałam, przybierając na swoją twarz tajemniczy uśmiech.
Rzuciłam ostatnie spojrzenie na znerwicowaną szefową i ruszyłam w kierunku małego pomieszczenia, w którym można było przyrządzić sobie coś do jedzenia. Mężczyźni widząc, że mnie nie ma, pospiesznie ruszyli za mną.
- Jesteś pewna, że nie przesadziłaś? Wygląda jakby miała zwolnić cały wydział, a co dopiero ciebie, skoro to wywołałaś. - wydukał blondyn dalej spoglądając co jakiś czas na awanturę, którą wywołała Tsunade.
- Co ty. Nie zwolni jej. Traktuje Sakurę jak córkę. - powiedział Sasuke opierając się o blat.
- Mnie? Jak córkę? Od kiedy zniewaga jest oznaką rodzicielstwa? - prychnęłam uruchamiając ekspres do kawy.
- Nie przesadzaj. Ona po prostu się o ciebie martwi. Boi się, że coś ci się stanie, i dlatego nie wysyła cię na żadne akcje. - odpowiedział brunet, spoglądając na mnie.
Leniwie podniosłam kubek nalewając kawę niemal do pełna. Właśnie miałam utrącić łyk cieczy, kiedy Sasuke zręcznym ruchem odebrał mi naczynie z ręki. Przywarł ustami do krawędzi kubka upijając duży łyk.
- Kurde, Sasuke! - krzyknęłam próbując wyrwać mu przedmiot.
- Musisz się nauczyć ograniczać tę kawę. Nie wiesz, że wypłukujesz tym sposobem cały magnez? - powiedział starając się zachować poważny ton. Widząc jednak moje rosnące poirytowanie, wybuchnął śmiechem.
- Dzieciaki. - zakpił Naruto, próbując naśladować moją osobę.
- To mój tekst. - krzyknęłam w jego kierunku, wtórując salwą chichotu.
Uwielbiam ich. Jako jedni z niewielu potrafią wywołać uśmiech na mojej twarzy. To oni dalej trzymają mnie tutaj, dając z każdym dniem coraz więcej argumentów by nie wypuszczać ich z rąk. By wciąż trwać i odesłać straszliwą przeszłość w niepamięć.
- Sakura mogłabyś? - zapytał pojawiający się obok nas siwowłosy mężczyzna, posyłając mi szczery, lecz mający ślady zakłopotania, uśmiech.
- Hai. Coś się stało? - spojrzałam na niego, odwzajemniając gest i prostując się, pod bardziej odpowiednim kątem.
Kakashi Hatake. Mój przełożony. Mimo tego, że jest wice-szefem naszego wydziału, to nie sprawia wrażenia specjalnie stworzonego do tego stanowiska. Na pierwszy rzut oka wydaje się trzydziestolatkiem w kryzysie wieku średniego. Mówi o tym jego beztroski styl bycia, częste rozkojarzenie i specyficzne jak na jego wiek, poczucie humoru. Lecz nie jest to niczym złym. Dodaje mu to uroku, a jego niepozorność wzbudza zaufanie. Mimo wszystkich tych cech, potrafi on zachować profesjonalizm i powagę, kiedy jest taka potrzeba. Sprawia wtedy wrażenie, jakby zamienił się na rolę z całkowicie innym człowiekiem.
- Coś jest nie tak z drukarką. Wiem, że ty się na tym znasz. - odpowiedział, nerwowo drapiąc się w tył głowy.
Pod tym i jeszcze kilkoma względami był podobny do Naruto.
- Już idę. - powiedziałam wyrywając Sasuke mój kubek i nalewając kawę po jego brzegi.
Wytknęłam mu przelotnie język i ruszyłam za Hatake.
- Wkładam kartki do tej beznadziejnej drukarki, ale nic się nie dzieje. - wydukał zmarnowany.
- Zobaczę co się da zrobić.
Do naszych uszu dobiegły kolejne krzyki Tsunade.
- Co ją dzisiaj wzięło? - powiedział do siebie wyraźnie zainteresowany Kakashi.
Wkroczyliśmy do jednego z pomieszczeń. Wokół jednego z biurek znajdowała się pokaźna grupka mężczyzn i kobiet, wyraźnie nad czymś dyskutująca. Po kolei lustrowałam każdą znajdującą się tam osobę.
Pierwszy - Rock Lee - pociągnie się na wszystko w obronie swoich przyjaciół.
Drugi - Neji Hyuga - stanowczy, mający własne zdanie.
Trzeci - Shikamaru Nara - geniusz śledczy oraz taktyczny. Z natury leniwy.
Czwarty - Gaara - wiem o nim tylko, tyle, że jest zamknięty w sobie.
Piąty -Kiba Inuzuka - sympatyczny, o przyjaznym usposobieniu.
Szósty - Sai - sprawia wrażenie miłego, ale nikt nie wie jaki jest naprawdę.
Siódmy - Choji Akimichi - jego jedyną miłością jest jedzenie.
Ósmy - Kankuro - brat Gaary. Typowy podrywacz, lubi wypić.
Dziewiąty - Shino Aburame - dziwny, trudno go zrozumieć.
Dziesiąta - Ino Yamanaka - pewna siebie zołza. Podkochuje się w Sasuke.
Jedenasta - Hinata Hyuga - kuzynka Nejiego. Nieśmiała, z małą wiarą w siebie.
Dwunasta - Temari - siostra Gaary i Kankuro. Przyjazna, lecz trochę porywcza.
Trzynasta - Tenten - miła, zwolenniczka rozwiązywania konfliktów w sposób pokojowy.
Czternasta - Karin - kolejna zołza i plotkara. Mimo przyjaźni z Ino, również podkochuje się w Sasuke.
Zręcznie wyminęłam grupę ludzi.
- Zajebiste spodnie. - zachichotała kpiąco Ino w moim kierunku, trącając mnie przy tym ramieniem.
- Chciałabym to samo powiedzieć o twojej inteligencji. - odpowiedziałam beznamiętnie, wbijając się tępo w jej wzrok.
- Pierdol się, wieśniaro. - syknęła.
Zignorowałam jej uwagę i wkroczyłam za szefem do jego biura.
W pomieszczeniu znajdowało się małe, zasłonięte przez rolety okno, ograniczające znacznie stopień oświetlenia biura. Kakashi nie odsłaniał go, bo nie widział w tym najmniejszego sensu. Tak często sprawiał tu sobie krótkie drzemki, że ciągłe odsłanianie i zasłanianie rolet, byłoby zbyt dużym wysiłkiem.
- No, więc patrz... - zaczął Hatake, podchodząc do komputera.
Palcem wskazał na monitor. Kliknął "drukuj", ale po pokoju nie rozniósł się żaden charakterystyczny chrzęst pracującej drukarki.
- Niech pan to da. - szepnęłam, biorąc uwolnioną z objęć Kakashiego, myszkę.
- Nie mów do mnie per "pan". Czuję się wtedy tak staro. - wydukał przejęty.
- Może kiedyś. - powiedziałam, puszczając mu perskie oczko.
Klikałam kolejno odpowiednie okna.
- Przecież tu nie ma ustawionej docelowej drukarki.
- He? - zapytał drapiąc się po podbródku.
Zmieniłam odpowiednie ustawienia i po usłyszeniu wdzięcznego "Wielkie dzięki Sakura!", wyszłam z pomieszczenia. Moją uwagę przykuł wyjątkowo głośny gwar tej samej grupy osób, która stała tu wcześniej.
- Podobno jest podejrzany o zabicie, aż siedmiu kobiet. - jęknęła przejęta Karin.
- To było tylko czyste szczęście. Gdyby ten dzieciak się tam nie bawił i nie zauważył jednego, nędznego noża w dłoni tego faceta, to nikt by się nawet nie dowiedział o tym, że coś się stało. - skomentował Shikamaru z nutą znudzenia w głosie.
- Siedem morderstw? - wtrąciłam, z trudem ukrywając swoje rosnące zainteresowanie.
- Na dodatek nie takich zwyczajnych morderstw. Facet zgwałcił i poćwiartował każdą z osobna. - odpowiedział wchodzący do pomieszczenia Sasuke.
- Byłeś u niego?
- Ta, przed chwilą. Nic nie powie i dalej jest przy wersji, że znalazł się tam przypadkowo. - odpowiedział opierając się o kant biurka znajdujący się obok mnie.
Dyskusja ponownie wzburzyła się. Każdy snuł własną teorię, a moje myśli dwoiły i troiły nad tym, jak wkręcić się w tę sprawę. Nagle gwar ucichł. Zmusiło mnie to do podniesienia wzroku na obiekt, który spowodował ciszę. Na środku pomieszczenia stała poirytowana Tsunade.
- Do roboty! - wrzasnęła karcąc wzrokiem wszystkich uczestników dyskusji. Już odchodziła, kiedy nagle spojrzała kątem oka w moim kierunku, dodając: - A ty Sakura, do mojego biura!
~~~~~~
No siemanko! :D
Pierwszy rozdział nareszcie ukończony. Mam nadzieję, że długość notki jest odpowiednia, no i, że się spodobało.
Pozdrawiam i zapraszam do komentowania.
sobota, 24 maja 2014
piątek, 16 maja 2014
Prolog
Dzień jak każdy inny. Wolnym krokiem wkroczyłam do mieszkania, nieobecnie błądząc dłonią po ścianie, w celu znalezienia włącznika światła. Nagle w pomieszczeniu rozbłysła żarówka, drażniąc przy tym moje zmęczone całym dniem pracy, oczy. Przeciągle ziewając ruszyłam w kierunku niskiego stolika do kawy. Ciężko opadłam na kremową sofę, wydając z siebie ciche westchnienie. Sprężyny skrzypnęły pod wpływem mojego ciężaru, echem roznosząc się po pokoju. Ręką sięgnęłam po laptopa znajdującego się na meblu przede mną.
Tak właśnie wyglądało moje życie. Mimo tego, że pracowałam dla wydziału obyczajowego policji w Tokio, to i tak niewiele się działo. Moje codzienna praca ograniczała się do wypełniania dokumentów i raportów. O spotkaniu legendarnego, najgroźniejszego ze wszystkich gangów w Japonii - Yakuzy - mogłam pomarzyć. Byli znani ze swojego ogromnego wkładu w hazard, seksbiznes, handel narkotykami oraz liczne morderstwa. Byli także niezwykle nieuchwytni. Nawet normalny, szary mieszkaniec wysp, którego mijasz codziennie idąc do sklepu, może należeć do tej wzbudzającej postrach organizacji.
Włączyłam komputer i wstałam udając się do kuchni, w celu zaparzenia sobie kawy. Po drodze minęłam lustro, lecz szybko postawiłam krok wstecz, podchodząc bliżej zwierciadła.
Długie, różowe włosy miałam spięte w zgrabnego kucyka z lekkością opadającego na jedno z moich ramion. Delikatne, blade policzki przyozdabiały nikłe rumieńce spowodowane prawdopodobnie wzrostem temperatury. "Przydałoby się w końcu jakieś wolne." - przeszło mi przez myśl. Powróciłam wzrokiem do ponownego, skrupulatnego lustrowania mojej postaci. Dłonią powędrowałam do gumki, która upinała moje włosy. Szybkim ruchem zsunęłam ją, powodując niezdarne opadnięcie pojedynczych pasm naokoło mojej twarzy. Końcówki delikatnie muskały moją skórę, przy każdym potrząśnięciu fryzurą, w celu jej ułożenia. Rzuciłam ostatnie spojrzenie swojemu odbiciu i ruszyłam w kierunku kuchni.
Nie minęła chwila, a po mieszkaniu rozniosła się intensywna woń parzonej kawy. Uwielbiam ten zapach. Gdyby nie ten wspaniały, czarny napój, to nie wiem co poczęłabym ze swoim życiem.
Zanurzyłam ostrożnie wargi w cieczy rozkoszując się jej smakiem. Kurczowo trzymając w dłoni kubek, wróciłam do salonu. Po pomieszczeniu rozniósł się cichy, znajomy dźwięk.
- Co tym razem? - westchnęłam do siebie, zasiadając przed otwartym laptopem.
Na ekranie wyświetlił się nowy e-mail. Na pierwszy rzut oka wiadomo było, że to dokumenty przygotowane do wypełnienia.
"Szykuje się kolejna, nieprzespana nocka..." - pomyślałam.
~~~~~~
No i mamy prolog do naszego nowego opowiadania!
Wiem, ktoś może powiedzieć, że krótki, ale jest to tylko wstęp do całej opowieści. Prolog to prolog. Nie widzę potrzeby nadmiernego rozpisywania się. :D
Zapraszam do komentowania i pozdrawiam!
Tak właśnie wyglądało moje życie. Mimo tego, że pracowałam dla wydziału obyczajowego policji w Tokio, to i tak niewiele się działo. Moje codzienna praca ograniczała się do wypełniania dokumentów i raportów. O spotkaniu legendarnego, najgroźniejszego ze wszystkich gangów w Japonii - Yakuzy - mogłam pomarzyć. Byli znani ze swojego ogromnego wkładu w hazard, seksbiznes, handel narkotykami oraz liczne morderstwa. Byli także niezwykle nieuchwytni. Nawet normalny, szary mieszkaniec wysp, którego mijasz codziennie idąc do sklepu, może należeć do tej wzbudzającej postrach organizacji.
Włączyłam komputer i wstałam udając się do kuchni, w celu zaparzenia sobie kawy. Po drodze minęłam lustro, lecz szybko postawiłam krok wstecz, podchodząc bliżej zwierciadła.
Długie, różowe włosy miałam spięte w zgrabnego kucyka z lekkością opadającego na jedno z moich ramion. Delikatne, blade policzki przyozdabiały nikłe rumieńce spowodowane prawdopodobnie wzrostem temperatury. "Przydałoby się w końcu jakieś wolne." - przeszło mi przez myśl. Powróciłam wzrokiem do ponownego, skrupulatnego lustrowania mojej postaci. Dłonią powędrowałam do gumki, która upinała moje włosy. Szybkim ruchem zsunęłam ją, powodując niezdarne opadnięcie pojedynczych pasm naokoło mojej twarzy. Końcówki delikatnie muskały moją skórę, przy każdym potrząśnięciu fryzurą, w celu jej ułożenia. Rzuciłam ostatnie spojrzenie swojemu odbiciu i ruszyłam w kierunku kuchni.
Nie minęła chwila, a po mieszkaniu rozniosła się intensywna woń parzonej kawy. Uwielbiam ten zapach. Gdyby nie ten wspaniały, czarny napój, to nie wiem co poczęłabym ze swoim życiem.
Zanurzyłam ostrożnie wargi w cieczy rozkoszując się jej smakiem. Kurczowo trzymając w dłoni kubek, wróciłam do salonu. Po pomieszczeniu rozniósł się cichy, znajomy dźwięk.
- Co tym razem? - westchnęłam do siebie, zasiadając przed otwartym laptopem.
Na ekranie wyświetlił się nowy e-mail. Na pierwszy rzut oka wiadomo było, że to dokumenty przygotowane do wypełnienia.
"Szykuje się kolejna, nieprzespana nocka..." - pomyślałam.
~~~~~~
No i mamy prolog do naszego nowego opowiadania!
Wiem, ktoś może powiedzieć, że krótki, ale jest to tylko wstęp do całej opowieści. Prolog to prolog. Nie widzę potrzeby nadmiernego rozpisywania się. :D
Zapraszam do komentowania i pozdrawiam!
Informacje
Witam wszystkich serdecznie na moim nowiuteńkim blogu! :D
Poświęcę go parze SasuSaku.
Do pisania zainspirowała mnie grafika, którą możecie zobaczyć na miejscu nagłówka strony. Całość jest obrobiona przeze mnie, lecz ilustracja Sakury i Sasuke została wykonana przez kogoś innego. Niestety, ponownie, nie znam autora. Próbowałam odnaleźć jakąkolwiek informację, ale jedyny nick, jaki nasunął się w trakcie poszukiwań, to: Nami86. Jeszcze nie mam co do tego pewności, ale wydaję mi się, że stworzyła ją właśnie ta osoba. Jak to potwierdzę, to umieszczę podpis autora na nagłówku.
Co do samej historii... Tak jak wspomniałam wcześniej, opowiadanie będzie głównie poświęcone SasuSaku. Ale to nie wszystko! Znajdzie się też co nie co o ItaSaku, czyli to co misie lubią najbardziej. xD Nie będę nic więcej spoilerować, przekonacie się sami.
Co do rozdziałów... Będą się pojawiać nieregularnie. Wtedy, kiedy będzie wena. Co do ich długości... Będą osiągały ponad 1000 wyrazów, myślę, że w granicach 1500-2000. To już będzie zależeć od mojego czasu i cierpliwości.
Mimo to wydaje mi się, że umieszczanie nowych notek będzie mi szło sprawnie, ponieważ niemal całą historię mam już zaplanowaną.
Pamiętajcie, że z drugiego bloga nie rezygnuję. Tutaj mam po prostu taką małą odskocznię. :)
Mam nadzieję, że blog się Wam spodoba.
Pozdrawiam
/Edit
Znalazłam! Grafikę stworzyła Nami64. Po więcej prac możecie zajrzeć na: KLIK.
Subskrybuj:
Posty (Atom)